RSS
czwartek, 21 maja 2015

Hejka,

wiem. wiem. Długo mnie nie było :C przepraszam.straciłam wiarę  w moje pisanie. Ale teraz postanawiam zacząć OD NOWA. OD NOWEGO BLOGA! Jeżeli ktokolwiek jeszcze tu zagląda to proszę napisz komentarz "jestem tu" i wejdź na mojego nowego bloga i zobacz czy Ci się spodoba XD http://pozarzeczywistoscia.blox.pl/html

~ciasteczko (dawniej czekoladka :))

20:42, czekoladkaalways
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 października 2014

hey, nie do końca wiem kiedy wstawię kolejną notkę. Ale postaram się zrobić to jak najszybciej :) Miłego czytania

~Czekoladka

*****************

Powoli rozchylam powieki. Jestem cała odrętwiała- mimo to powoli podnoszę głowę. Słońce już dawno wstało.

-Dzień dobry, kochanie- cichy szept pieści moje ucho. Odwracam głowę i od razu napotykam spojrzenie niebieskim oczu.

-Dzień dobry- odpowiadam z uśmiechem. Wspomnienia wczorajszej nocy powoli do mnie wracają, niestety wraca też alkohol którego  trochę nadużyłam. Czuję, że głowa mi za chwile pęknie. Peeta chyba czyta mi w myślach.

-Jest dobre na kaca-chichocząc cicho podaje mi kubek pełen czarnego napoju,a obok na komodzie widzę identyczny, ale pusty.

-Co Cię tak śmieszy?-trącam go ramieniem zapominając o kubku w prawej ręce. Odrobina napoju wylewa się na pościel. Ale chyba nikomu to nie przeszkadza.

-Nie wiedziałem, że moja żona lubi sobie popić-wypowiada to takim głosem, że sama parskam śmiechem. Dopijam napój i odkładam kubek. Łupanie w głowie powoli ustępuje.

- To co mamy cały dzień dla siebie?-pytam uśmiechając się od ucha do ucha. Blondyn nie odpowiada tylko chowa się pod kołdrą. Czuję delikatny ucisk w kostce i za chwilę jestem tam razem z  nim.

*************

Żar kominka przyjemnie owiewa moją twarz. Chociaż w pokoju są cztery osoby panuje prawie całkowite milczenie. A może po prostu ja się wyłączyłam? Myślami wciąż jestem na weselu sprzed kilku dni. Zmęczona tańcem siadam na drewnianym krześle pod ścianą- mój oddech wciąż jest nierównomierny. Przy stole siedzi tylko kilka osób, reszta wiruje na parkiecie. Wśród tych kilku osób jest moja mama. Rozmawia Hazel. Jest zdenerwowana. Cały czas gładzi ręką blond włosy. Przeczesuje je ręką i wyciąga całe kosmyki włosów. Oczy ma zapadnięte i prawie całkowicie pozbawione blasku. Gdy zauważa, że ją obserwuję uśmiecha się blado....

-Katnisss....? Słuchasz nas wogóle?- Drobna śniada dziewczyna wychyla się w moją stronę. Maleńki pręgowany kotek wciąż śpi na jej kolanach.

-YYYY... tak tak nie!..-kręcę głową w górę, w dół i na boki.

-Kiedy ostatnio dzwoniłaś do swojej mamy?- głos Andie drży. Czuję jak czerwienią mi się policzki. W ogóle o niej nie myślałam.

-Posłuchaj Katnisss....bo twoja mama...- Peeta chyba po raz pierwszy w życiu nie potrafi dobrać słów.

-Kotna, ona ma raka.

 

 

niedziela, 05 października 2014

no i jest! Naprawdę przepraszam że tak długo nie pisałam ale wiecie wena i..szkoła. Ale powoli wracam.Kolejny rozdział jutro rano :)

**************

Delikatnie prostuje fałdy na mojej białej sukni. Według mnie jest trochę przesadzona, ale Effie się uparła- z nią nie wygram. Suknia Andie bardziej mi się podoba. Jeszcze tylko ostatnie poprawki- wszyscy są zdenerwowani, ale chyba ja najbardziej. A jak coś nie wyjdzie?A jak Peeta powie 'nie'? Przecież jeszcze parę miesięcy temu zamykał się w pracowni i nie chciał mnie widzieć. Próbuję przestać o tym myśleć. Mama przyjechała na ślub ale jest jakaś nieobecna. Czuję ciepłą dłoń na ramieniu.

-Ej, nie denerwuj się.-Obracam głowę w stronę przyjaciółki. Annie upięła jej włosy w gruby kok przeplatany malutkimi warkoczykami. Wyglądałaby jak zawsze gdyby nie biała suknia ślubna i makijaż mocniejszy niż zwykły czarny tusz do rzęs, którego czasem używała.

-Przecież się nie denerwuję-odpowiadam trochę zbyt ostro i od razu tego żałuję. Mimo to Andie się uśmiecha- to ona wpadła na pomysł podwójnego ślubu. Po chwili milczenia piwnooka łapie mnie za rękę i ciągnie przed pałac prezydencki. Haymitch już tam czeka.

-No i co? Nie stresujesz się skarbie?- a ja myślałam, że przynajmniej w dniu ślubu uniknę tego 'skarbie'. No cóż- nadzieja matką głupich. Biorę głęboki wdech. Chłodne marcowe powietrze napełnia moje płuca. Haymitch bierze mnie i Andie pod ramię. Drzwi pałacu otwierają się powoli. Peeta rozpromienia się na mój widok. Z ruchu jego warg wyczytuję słowa : "jesteś piękna". Uśmiecham się szeroko. Błękitny krawat idealnie podkreśla jego oczy. Naprzeciw blondyna stoi mój dawny przyjaciel- chłopiec z lasu którego kiedyś kochałam. Gdybym nie wzięła udziału w igrzyskach może bylibyśmy teraz razem..... Stop! Muszę przestać o tym myśleć. Staję naprzeciw niebieskookiego i spoglądam mu w oczy. Napawam się tą chwilą. Najważniejszą w moim życiu. Najszczęśliwszą. Pałac jest pełen lawendy. To ulubione kwiaty Andie. Ja nie mam ulubionego kwiatu. Zwykle na weselach jest pełno róż, ale...... nie pozwoliłabym aby cząstka Snowa była obecna na moim weselu- nigdy.

-Czy ty Katniss Everdeen bierzesz za męża Peetę Mellarka?-głos urzędnika wyrywa mnie z zamyślenia. Czemu ten czas tak szybko mija? przez chwilę patrzę się na niego otępiała.

-Biorę-słowa same wypływają z moich ust. Nawet nad tym nie panuję.

-Czy ty Peeto Mellark bierzesz za żonę obecną tutaj Katniss Everdeen?

-Biorę-nie mija nawet sekunda a już czuję jego usta na moich wargach. Jesteśmy już małżeństwem.

Cześć przepraszam że mnie nie było :c jeśli tylko ktoś tu jeszcze zagląda

Napiszę kilka rozdziałów , jeden może nawet dzisiaj :) tylko dajcie znak, że ktokolwiek tu zagląda :)

Czek am

~Czekoladka

10:39, czekoladkaalways
Link Komentarze (4) »
wtorek, 12 sierpnia 2014

Sorka, że tak rzadko dodaję wpisy, ale nie mam ani czasu ani weny:C 18 wyjeżdżam ale do tego czasu postaram się jeszcze coś dodać :P

~Czekoladka

*********

-Kotna, nie mogę mieszkać u Ciebie do końca życia z powodu tego co się stało...-Dziewczyna o kasztanowych włosach z parującym capucinno w ręku siada na kanapie tuż obok mnie.

-Ale jeszcze się nie zagoiło całkowicie! Potrzebujesz opieki!- odpowiadam jej.

-Ej nie jest tak źle..-podwija delikatnie rękaw swojego beżowego swetra ukazując bliznę- dam sobie radę, a tak w ogóle to przecież mam Gale'a nie będę sama.

-No ale...  mi wcale nie przeszkadza, że tu mieszkasz-odpowiadam zgodnie z prawdą.

-Tobie nie, ale Peeta coraz częściej zamyka się w pracowni. Oddalacie się od siebie.Boję się, że to przeze mnie...-w głębi duszy wiem,że Andie ma rację. Ale jej także potrzebuję... Jeśli pozwolę jej odejść to zamieszka z Gale'm gdzieś w dwójce albo bóg wie gdzie. Nie mogę jej na to pozwolić.

-Ale ciebie też nie mogę stracić, Andie...

-Żartujesz sobie, prawda?-dziewczyna uśmiecha się półgębkiem.

-Nie.. bo przecież z Gale'm możecie się przenieść gdzie chcecie...- spuszczam wzrok na dłonie.

-Rozmawiałam już z nim. Zostajemy tutaj tylko, że nie mamy gdzie...- chwyta mnie za podbródek tak, żę muszę spoglądać jej w oczy. Ślicznie błyszczą w świetle dogasającego ognia. Nie dziwię się wcale, że Gale tak często jej mówi,że są piękne.

-Zamieszkać- wchodzę jej w słowo-mój domek jest wolny-mówię z uśmiechem. Andie również się uśmiecha.

-Czyli sprawa załatwiona, jak wróci od Hazel i rodzeństwa powiem mu.- mówi.

-Andie..muszę Ci coś jeszcze powiedzieć...- piwnooka dopija capucinno i kiwa głowa na tak.-...bo gdy byłaś nieprzytomna..miałam taki sen. O Tobie i...-ciągnę powoli- mówiłaś coś o rodzicach. Czy oni..?

-Yhym-  mruczy smutno- zasługujesz na to aby znać prawdę. - Wsuwa stopy w miękkie kapcie i wchodzi po schodach na górę do jej pokoju. Robię dokładnie to samo. Dziewczyna kuca na podłodze i wyjmuje z pod łóżka zakurzone pudełko. Przesuwa ręką po kartonie,a minę ma zamyśloną. W końcu otwiera pudełko i wyjmuje kawałek gazety. Przygląda mu się chwilę, a z jej oczu lecą łzy rozmazując litery.

-Przeczytaj-szepce podając mi artykuł. Widać, że dużo przy nim płakała. To musi być naprawdę smutne. Mam nadzieję,że się nie rozkleję.

W przed dzień 72 Dożynek z czwartego dystryktu zbiegła dwunastoletnia dziewczynka Andie Cresta. Jej rodzice zapewne bali się o dziewczynkę ponieważ bardzo często sprzeciwiali się prawu. Twierdzili oni iż losowanie jest już USTAWIONE. KŁAMCY.-pierwsza łza znajduje ujście w kąciku oka- OSZUŚCI. ZDRAJCY.-druga- Tak można nazwać państwo Lily i Chrisa Cresta. Zostali oni straceni tuż po dożynkach.-muszę wytężać wzrok a by dojrzeć tekst - Dziewczynka zginęła w lesie rozszarpana przez wilki...

 

 

czwartek, 07 sierpnia 2014

Hejka! Napisaliście tyle komów że ja nie mogę :P W takim razie jeszcze się zastanowie nad zawieszaniem bloga XD

~Czekoladka

*********

Powoli zagrzebuję stopy w piasku. Nie mam nic innego do roboty. Peron zbudowany z drewna nieprzyjemnie kłuje w bose stopy.Nawet nie wiem co robię na tej pustyni. Już od 15 minut obserwuję tory. Nagle słyszę zgrzyt. To pociąg zmierza w kierunku peronu. Jest naprawdę długi.Już mam wsiąść. Ale zauważam,że ktoś się w nim odbija. To Andie! Odruchowo się obracam. Za mną nikogo nie ma.

-Kotna, głuptasie....-dziewczyna śmieje się cicho-chce ci coś powiedzieć....-uśmiech momentalnie schodzi jej z twarzy-...byłaś moją najlepszą przyjaciółką. Wreszcie zobaczę moich rodziców..... proszę zapomnij..

-Zapomnij?

-Zapomnij....-pociąg przejechał.

Budzę się z krzykiem. Napotykam przestraszony wzrok Peety.

-Co się dzieje, kochanie?-pyta z troską.

-Zapomnij....-szepcę cicho.-Peeta...bo...

-Znowu Ci się śniła-milczę, a on doskonale wie,że tak. Szybko wstaję ubieram jeansy i beżowy sweter. Przeczesuję włosy i schodzę na dół. Wsuwam na stopy wysokie buty i otwieram drzwi. Blondyn zdyszany zbiega po schodach.

-Gdzie ty..?

-Muszę iść do szpitala...-odpowiadam.

-Idź...za chwilę Cię dogonię-mówi a ja wybiegam na pole. Owiewa mnie chłodne powietrze. W końcu mamy już listopad. Tak cieszę się, że jestem z Peetą. Kocham go. Dlaczego? Sama nie wiem. W końcu dochodzę do szpitala. Cicho przekradam się kolo ochrony. To dość proste skoro całe dnie grają w karty. Wbiegam po schodach do sali nr. 7. Drzwi nawet nie są zamknięte. Gale drzemie z głową zwieszona w dół. Ciekawe czy wygodnie mu na tym krześle? Pewnie nie, ale nikt nie potrafi go stąd wykurzyć. Ani na godzinę. Próbowałam wiele razy. Siadam więc na końcu łóżka i zaczynam cicho szlochać. Minął już miesiąc a ona jeszcze się nie zbudziła. Straciła dużo krwi.

-Kotna?- Gale powoli otwiera podkrążone oczy.

-Gale może powinieneś...-gdy to mówię on  od razu się prostuje.

-Nie jestem zmęczony...-widać, że z trudem powstrzymuje ziewanie. Peeta wchodzi do pokoju. Momentalnie zauważa moje zaczerwienione oczy. Siada tuz obok mnie i delikatnie mnie obejmuje.

-Ciii, Katniss. Proszę. Wiesz jak bardzo nie lubię gdy płaczesz...-szepce mi do ucha. Na chwilę przestaję płakać, ale po chwili i tak znów zaczynam. Blondyn delikatnie mną kołysze.

-Ej...Gale czy..czy jej rodzice nie żyją?-pytam cicho. Chłopak kiwa głową na "tak".-Czemu ona nigdy mi tego nie powiedziała?

-Kotna, a czy ty jej kiedykolwiek powiedziałaś o swoim ojcu?- czuję słabe ukucie w sercu. Ale to prawda nie powiedziałam.

-Przepraszam was... to moja wina..-Peeta zwiesza głowę. Już mam coś powiedzieć, ale Gale mnie uprzedza.

-Przecież nie wiedziałeś jak to.....- nie kończy. Czuję ucisk na ramieniu, a on właśnie tam się wpatruje.

-Przestańcie się kłócić chłopcy, to...to bezsensu....-wszyscy spoglądamy w stronę z której dochodzi słaby głos. Obudziła się...

poniedziałek, 04 sierpnia 2014

Hmmmm... chyba nie jestem zbyt dobra w pisaniu bloga :C coraz mniej osób go czyta. A więc tak jeszcze ta notka i kolejna w czwartek i JEŚLI DO CZWARTKU NIE SKOMENTUJE TEGO WPISU  7 OSÓB TO przykro mi ale ZAWIESZAM BLOGA. A tak w ogóle to miłego czytania :P

~Czekoladka

*******

Wręcz wpadam do pociągu stojącego na peronie. Siadam na kanapie i oddycham z ulgą. Za 3 godziny będę w Kapitolu.

-Katniss!-Annie obejmuje mnie tak mocno,że nie mogę oddychać.

-Yyyy...Annie..-mówię cicho. Dziewczyna posłusznie się ode mnie odsuwa i szepce ciche "przepraszam".

-Hey, Katniss!-wita mnie uśmiechnięta Johanna.-Czyli Haymitch jednak ci powiedział? Ja od początku byłam....

-Sama się dowiedziałam-odburkuję.

-Nie tym tonem! My tu ratujemy Ci Peete!-macha mi kluczykami od bmw przed nosem.

-Co?- jak na zawołanie w drzwiach pojawia się wysoka dziewczyna o burzy złotych loków na głowie.

-To Silena. Dziennikarka. Jest po naszej stronie.-Jo uśmiecha się beztrosko i obejmuje Silene ramieniem.- Więc plan jest taki...Silena zadaje krepujące pytania Paylor i jej siostrze. A my oglądamy wszystko w moim nowym bmw. Potem jedziemy za Sophie i...

-I?

-Uwalniamy Peete, Andie i Gale'a.-kończy Annie.

-Dziewczyny jesteście genialne!-rzucam się im na szyje...

*********

Johanna wystukuje jakąś melodię na kierownicy. A ja wpatruję się w ekran. Chociaż bardzo, ale to bardzo próbuję się skupić to docierają do mnie tylko pojedyńcze słowa. "Czemu pańska siostra długo nie pokazywała się na wizji?", "Naprawdę?", "Dlaczego gdy zaginął Peeta pani przestała się pokazywać?".

-Wsiada do auta-szepce Jo i zapala silnik. Skręca w lewo i podąża za białym mercedesem, a ja zakładam ciemne okulary.

*****

TRZASK! Annie zamyka drzwiczki od auta i wszystkie razem podążamy za kobietą w fioletowej sukni. Tylko, że ...że ona zmierza do jakiegoś obskurnego budynku. Otwiera drzwi i powoli schodzi po schodach do piwnicy. Wchodzi do ciemnego pokoju i podchodzi do Peety. Jego źrenice powiększają się do granic możliwości. Nie pokazuje jednak że wie iż tu jesteśmy . Element zaskoczenia.

-Kotku, tak się cieszę, że Cię mam...twoja koleżaneczka za niedługo umrze. Nie martw się to nie pierwsza osoba która zabiłam.-nie widzę jej twarzy bo siedzi do mnie tyłem. Ale w jej głosie słychać ironię. Annie trzymająca kamerę kiwa głową. Teraz.

-Ciekawe..-Johanna parska śmiechem i wstępuje w krąg światła rzucany przez malutkie okna. Sophie obraca się z przerażeniem.

-Jak...co?

-Gdzie reszta?-pytam. Siostra Paylor rzuca się w stronę drzwi ale Johanna ją powstrzymuje. Annie zamyka kamerę i chowa ją do torby.

-Katniss!-Peeta podbiega do mnie i mocno mnie przytula. Tak bardzo się cieszę, że go widzę.

-Peeta tak się cieszę...-szepce mu do ucha. On jednak odsuwa się ode mnie.

-Katniss...Andie..musimy ją zabrać bo....-spoglądam w stronę którą w wskazuje Peeta.
Słyszę wrzask. Mój wrzask.

 

10:30, czekoladkaalways
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 28 lipca 2014

Sorka, że mnie nie pisałam, ale nie było mnie w domu C: Nocowałam u koleżanki potem basen, i wgl. Ale już jestem XD Pisze teraz bo za niedługo znów mnie nie ma. Ja nie usiedzę długo w domu :) Jeśli chcecie coś o mnie wiedzieć to pytajcie, spoko nie zjem was..... :P Obiecuje no chyba że będą baardzo głupie pytanka XD

~Czekoladka

*********

Powoli siadam na miękkim mchu tuż obok Andie, a ona gładzi delikatnie łuk który jej dałam.

-Nieźle strzelasz-mówię z uśmiechem. Dziewczyna obraca się, widząc moją twarz uśmiecha się promiennie. Jej oczy przybrały barwę lasu, ale teraz są prawie całkowicie zielone-zawsze tak ma jak jest naprawdę szczęśliwa. Dopiero niedawno odkryłam, że jej oczy wcale nie są brązowe. Są piwne- po prostu wtedy były bardziej brązowe niż zielone.... A piwne oczy zmieniają barwę zależnie od nastroju. Ale u każdego inaczej. A ja rozgryzłam zagadkę oczu Andie. Gdy jest szczęśliwa są zielone, gdy jest przerażona lub wściekła wręcz płoną żywym ogniem, gdy jest smutna szarzeją, aaa zwykle są brązowe...

-Ej Katniss, nigdy nie będę tak dobra jak ty...

-Nie gadaj bzdur..

-Katniss, każdy jest dobry w czym innym. A akurat w polowaniu Cię nie przegonię- Andie uśmiecha się tak szczerze...

Obraz się zmienia...

-Peeta, proszę przestań!-krzyczę rozbawiona, gdy Peeta przerzuca mnie przez ramię i niesie w kierunku sofy. Jesteśmy cali w mące. Chłopak rzuca mnie na sofę. Kładzie się obok i zaczyna mnie całować, zaczyna od szyi powoli sunąc w stronę ust. Przyjemne ciepło rozlewa się po moim ciele. Jego wargi zatrzymują się tuż przed moimi ustami.

-17 września?-pyta, a jego głos jest wyraźnie przepełniony pożądaniem. Doskonale wiem o co mu chodzi.

-17 września.-odpowiadam.

Obraz się rozmywa.

-Och Katniss, naprawdę?- pyta dziewczyna o kasztanowych włosach z zielonym błyskiem w oku.

-Naprawdę-odpowiadam wręczając jej czarne kocie o zielonych oczach.- To dla ciebie Andie...

Budzę się. Jest 5 rano. Wiem, że i tak już nie zasnę. Sunę powoli w stronę łazienki. Zrzucam z siebie rzeczy i wchodzę pod prysznic. Lodowata woda przywołuje mnie do żywych. Normalnie uznałabym ten sen za najlepszy w życiu. Są to przecież moje najmilsze wspomnienia sprzed jakiś 4 miesięcy. Ale teraz jak ich tu nie ma, są jak  koszmar. Dziś 17 września-dzień w którym mieliśmy wziąć z Peetą ślub. Ale jego tu nie ma. Ubieram byle jakie ciuchy i biegnę do Haymitcha. Bez śniadania. Bez uprzedzenia. Tak po prostu. Mam już dość tego: " Poczekaj jeszcze troszkę skarbie.  Nie możemy działać bez planu." Wchodząc trzaskam głośno drzwiami.

-Oooo...kogo tu mamy? jak się masz czujesz?-pyta wyraźnie nie trzeźwy mentor. Nawet się nie odwrócił.

-A jak mam się czuć?-wyraźnie zdenerwowana odpowiadam pytaniem na pytanie.

-Spokojnie...daj mi jeszcze kilka dni coś wymyślę...-mówi Haymitch i obraca się w moją stronę z kieliszkiem w ręku.

-Mam w dupie to twoje myślenie! Myślisz stanowczo za długo!- chyba zauważył plecak  na moim ramieniu. Już dawno go spakowałam. Wydał z siebie okrzyk przerażenia.-Jadę tam! I nikt mnie nie powstrzyma!-już mam wyjść gdy słyszę ciche pyknięcie. Odwracam się w tamtą stronę. To telewizor sam się włączył. Pośrodku pojawiła się kobieta o fioletowych włosach i złotych oczach.

-Po raz ostatni przypominam o wywiadzie który odbędzie się za dokładnie- spogląda na zegarek- cztery godziny... Odbędzie się on w pałacu prezydenckim w Kapitolu. Na pytania odpowiadać będą pani prezydent Paylor i jej siostra.- i znów ciche pyknięcie-obraz znikł.

-Zablokowałeś mój telewizor! Jak mogłeś?- wrzeszczę na Haymitcha.

-To dla twojego dobra, skarbie....

-Yhym..na pewno..

-Nie możesz tam jechać to niebezpieczne...- mężczyzna powoli, ale pewnie idzie w moją stronę.

-MUSZĘ-odpowiadam i odwracam się na pięcie. Nogi same niosą mnie w stronę pociągu...



środa, 23 lipca 2014

Elo XD na razie notki nie będą zbyt optymistyczne, ale takie jest życie :) Może w końcu wszystko się ułoży? C:

~Czekoladka

********

Od jakiś 3 miesięcy nienawidzę otwierać oczu. Czemu? To proste. Znowu widzę to samo ciemne i brudne pomieszczenie, w maleńkich okienkach znajdujących się tuż pod sufitem nie zmieściłaby się nawet wychodzona pięciolatka. A co dopiero my..... Do smrodu zdążyłem się już przyzwyczaić. Cóż dzisiaj jest tak samo. Gdy moje oczy przyzwyczają się już do panującego tu półmroku zauważam wychudzoną  Andie z głową opartą o ramię Gale'a. Jeszcze śpi w przeciwieństwie do chłopaka. Odkąd jest z Andie zmienił się na lepsze. Właśnie na tym polega miłość, aby zmieniać się dla ukochanej osoby. Martwię się o Katniss. Czy ona aby na pewno dobrze się czuje? Czy naprawdę myśli że umarłem? A może mnie szuka? Niestety nie znam odpowiedzi na te pytania. W końcu dziewczyna podnosi głowę z ramienia swojego chłopaka. Policzki ma zapadnięte, a jej ciemne oczy straciły dawny blask. Zbladły. Nie są już tak radosne jak kiedyś. Ja jestem w najlepszej sytuacji z nas wszystkich. Dostaję gorące posiłki, a nie tylko jabłko albo kromkę chleba ze smalcem jak Gale i jego dziewczyna. Mogę się kąpać codziennie choć i tak z tego nie korzystam. Zawsze gdy biorę prysznic siostra Paylor uważnie mi się przygląda. Nienawidzę gdy tak robi, wogólę jej nienawidzę. Za to co nam robi. Za to, że za wszelką cenę chce abym kochał ją, a nie Katniss. Ale to niewykonalne. Nawet gdybym naprawdę tego chciał. Ale nie chcę. Moje przemyślenia przerywa huk otwieranych drzwi.

-Witaj mój skarbeńku! Przyniosłam ci rosołek!-kobieta stojąca w drzwiach drze się w niebogłosy. Jej słodziutki głos doprowadza mnie do szału. Siostra Paylor podchodzi do mnie i kładzie przede mną parujący rosół. A Andie rzuca bochenkiem chleba w twarz. Mimo to dziewczyna nie wścieka się, tylko chwyta bochen w obie ręce napawając się jego zapachem i łamie go na pół. Jedna zatrzymuje dla siebie, a drugą podaje Gale'owi. Sophie bo tak ma na imię siostra Paylor siada tuż koło mnie i opiera głowę o moje ramię. Odrazu odtrącam ją i zaczynam jeść rosół. Od pewnego czasu pilnuje nas przy posiłku abym przypadkiem się nie podzielił. -Kochanie, jak się czujesz?

-Nie masz prawa się tak do mnie odzywać!-syczę.

-Ależ pewnie że mam...kotku...- jej maleńkie oczka wyglądają okropnie przy pulchnej twarzy i nosie w kształcie ogórka. Sophie  próbuje pocałować mnie w policzek, jednak bezskutecznie. 

- Uwolń ich natychmiast, a przestanę się opierać!-rozkazuję. Kobieta momentalnie się ode mnie odsuwa i staje w drzwiach.

-Dobrze jeśli taka jest twoja wola...- Taaak.... w moim sercu gości nadzieja. Dużo razy kazałem jej to zrobić, ale zawsze mówiła 'Nie"!Może pobiegną do Katniss i wszystko jej opowiedzą, a ona przyleci tu mnie uwolnić? Spoglądam na Andie, a ona zamiast się cieszyć- momentalnie blednie. Odwracam się w stronę siostry Paylor. I w tej chwili pociąga za spust. Kula trafia w ramię dziewczyny, barwiąc jej koszulkę krwią. Przyjaciółka Katniss wręcz syczy z bólu.

-Kochanie widzisz za tydzień a może szybciej już jej tu nie będzie. Uwolniłam ja od tego świata. Życzenie spełnione miłego dnia....-mówiąc  to zatrzaskuje drzwi.

-Ty świno! Jak mogłaś! Nigdy nie będę Cię kochał! Nigdy! Nienawidzę Cię! Słyszysz???!-wrzeszczę choć wiem, że ona mnie już nie słucha...

wtorek, 22 lipca 2014

Elo XD Przypominam że jak mnie uśmiercicie to będę was straszyć w nocy :P Heuheu rozdział dla martynka300.02 <3 Okey okey daję notkę bo was tu zanudzę na śmierć i kto będzie czytał moje wpisiki? XD

~Czekoladka

********

I znów dławię się łzami jedząc ostatnią serową bułkę od Peety. Co z tego że jest czerstwa? Obiecałam sobie że odkąd umarł nie zjem żadnego innego pieczywa niż to jego. I tak prawie nic nie jem. Ktoś kładzie mi dłoń na ramieniu i szybkim ruchem podnosi mnie z krzesła. Krztuszę się pieczywem z powodu odoru alkoholu.

-Chodź skarbie...muszę Ci coś pokazać..-mentor odwraca mnie twarzą do siebie. W  jego oczach widzę radość.I właśnie dlatego wszystko zaczyna się we mnie gotować. Jak on może być szczęśliwy po tym co się stało. Dobrze śmierć Andie mogę zrozumieć...ale Peeta? Był przecież dla niego jak syn!

-Mam w dupie to co chcesz mi powiedzieć!-odparowuję i z impetem siadam  z powrotem na krześle. Abernathy nie poddaje się jednak- chwyta mnie za barki i mocną ręką prowadzi w stronę drzwi. Nie puszcza mnie ani na chwilę. Co prawda nie jest zbyt ciepło, ale to tylko parę kroków. Tak dawno nie byłam na dworze...jest tak..kolorowo. Jesień w dwunastce jest śliczna, ale gdy spoglądam na niebo przypomina mi ono oczy Peety. Kieruje więc wzrok na drzewa. Nie! Kasztany mają kolor włosów Andie! Dlatego nie wychodziłam na pole! Gdzie nie spojrzę widzę ludzi których straciłam. Na szczęście już dochodzimy do domu Haymitcha. Mężczyzna wręcz wpycha mnie do pokoju, wcale nie jest tu tak brudno jak myślałam. Słyszę huk zamykanych drzwi.

-Uznałem że to ty powinnaś dowiedzieć się o tym pierwsza...-mówi półgłosem, wskazując krzesło. Posłusznie siadam.

-Hmmmm? A więc o co chodzi? Czy to aż takie ważne żeby zaciągać mnie tu na siłę?!!

-Założę się że jeszcze mi podziękujesz za to co robię... zakład?- mówi i wyciąga rękę w moją stronę. Jestem pewna, że wygram. Po śmierci Peety nic mnie już nie interesuje.

-Zakład-mówiąc to ściskam jego dłoń.

-A więc...w przeciwieństwie do ciebie interesuje mnie to co dzieje się na...świecie.-zaczyna- Przy boku Paylor nie ma jej siostry od kiedy Peeta "spłonął".....Czemu nie pozostały żadne ciała ofiar skoro pożar trwał zbyt krótko aby sfajczyli  się całkowicie?- ciągnie mentor- I czemu w sypialni  została oderwana deska z podłogi? Na STO procent zostałby na niej metal po protezie Peety!- uderza w stół jakby właśnie wymyslił coś co miałoby uratować świat. Ale to prawda...to ratuje mój świat. Bo Peeta to cały mój świat. 

-Czyli to znaczy...że ..on...?-jąkam się.

-Tak Katniss ON żyje i Andie z Gale'm też. Muszą gdzieś być...po prostu zostali porwani. Siostra Paylor nie pozwoliłaby aby Peeta zginął...- nie kończy bo rzucam mu się na szyję. Pojawił się promyk nadziei..

-Dziękuję..- tylko tyle potrafię powiedzieć.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5